Żyjące Sudety

 

 

Pogranicze polsko-czeskie 225 milionów lat temu.

Żyjące Sudety 

Pamiątka dalekiej przeszłości – kości z Krasiejowa.

Zanim w roku 1986 odkryto słynne dzisiaj stanowisko paleontologiczne z epoki triasu w odległym od naszego regionu o niecałe 60 km Krasiejowie, stosunkowo mało jeszcze wiedziano o tym jak w owej pradawnej epoce mezozoicznej wyglądała okolica nazywana w naszych czasach Opolszczyzną. Oczywiście znana była już całkiem dobrze geologiczna historia naszych okolic, ale wiadomości na temat zamieszkujących ją w dawnych epokach dziejów ziemi istot żywych były już znacznie mniej dokładne. Odkrycie w Krasiejowie pokładu iłów z zachowanymi w wielkich ilościach skamieniałościami poszerzyło naszą wiedzę – przynajmniej jeśli idzie o trias. Wybierzmy się więc na „krótką” wycieczkę w czasie ( o drobne 220 milionów lat wstecz) by zobaczyć jak wówczas prezentowało się nasze pogranicze i jego sąsiedztwo. Krasiejowskie wykopaliska odkryły bowiem przed nami świat fascynujący, zupełnie odmienny od współczesnego, ale bujny i tętniący życiem. Mimo niewyobrażalnej przepaści czasowej która nas od niego dzieli, wiemy już , dzięki wytężonej pracy uczonych paleontologów eksplorujących skamieniałości w Krasiejowie ( i innych podobnych miejscach , bo jest ich w naszym regionie więcej) i ich kolegów zajmujących się geologią całkiem sporo na jego temat.

Najpierw może sprecyzujmy o jaką właściwie epokę chodzi. Nazwa trias niewiele zapewne mówi przeciętnemu czytelnikowi. Jak być może niektórzy pamiętają dzieje Ziemi dzieli się na eony, te z kolei na ery, dzielone dalej na okresy, te zaś jeszcze na mniejsze odcinki, zwane wiekami. Interesujący nas okres należy do eonu zwanego fanerozoikiem , ery mezozoicznej , okresu triasu i jego piątego w kolejności (od początku triasu licząc) wieku zwanego karnikiem. Ten dość enigmatyczny dla laika zapis mówi nam że skamieniałości owe powstały około 220 do 225 milionów lat temu.

Era mezozoiczna, do której należy trias, większości z czytelników skojarzy się zapewne z wielkimi gadami – dinozaurami – panującymi na lądach w czasie jej trwania. Ale w triasie epoka dinozaurów dopiero się rozpoczynała,okres bowiem ich największego rozkwitu obejmuje dwa kolejne jej okresy, czyli jurę i kredę. Dinozaury wprawdzie powstały już w triasie, i to właśnie mniej więcej w interesującym nas czasie, ale musiało minąć jeszcze kolejne 20 milionów lat nim opanowały lądy Ziemi. Nie oznacza to jednak że na Ziemi nie było wielkich gadów – przeciwnie, wiele ich grup, później wypartych przez dinozaury i wymarłych , wówczas osiągnęło największy rozkwit. Dominującą wówczas grupą były gady ssakokształtne, przodkowie dzisiejszych ssaków, które w erze dinozaurów gwałtownie wymarły , nie wytrzymując z nimi konkurencji. Wsiądźmy więc do naszego wehikułu czasu...i wysiądźmy z niego w tym miejscu gdzie kiedyś będzie stało miasto Prudnik.

 

Przenieśmy się w czasie, wstecz o 220 milionów lat....

 

W miejscu gdzie stoimy wznosi się niewysoki, ale rozległy płaskowyż . Te wzniesienia to pozostałość po pierwszych geologicznych procesach które stworzyły nasze góry, Sudety. Jeszcze o wiele wcześniej, w poprzedniej erze - paleozoicznej - potężna siła z wnętrza Ziemi wypiętrzyła w tym miejscu całkiem pokaźne góry. Góry te jednak są już w triasie znacznie zniszczone przez erozję , i pozostał z nich tylko ten płaskowyż. Nie ma jeszcze żadnego śladu obecnej rzeźby terenu, nie ma Biskupiej Kopy ani Jesioników. Upłynie jeszcze kolejne 200 milionów lat zanim ponownie zadziałają siły wypiętrzające, które w miejscu tego dawnego płaskowyżu utworzą góry znane teraz jako Sudety Wschodnie. Jest ciepło, około 30 stopni i świeci słońce. (Gdybyśmy posiadali czuły przyrząd do mierzenia jego blasku to wykrylibyśmy, że świeci ono słabiej niż obecnie, o około 10 % - wynika to z tego ze jasność naszej gwiazdy stopniowo rośnie wraz z jej wiekiem.) W tym bowiem okresie teren ten znajduje się znacznie dalej na południe niż obecnie, około 40 stopnia szerokości północnej, czyli około 10 stopni bardziej na południe niż teraz. Klimat panuje tu ciepły, podzwrotnikowy, z dwiema tylko porami roku – wilgotną i suchą. Deszczu jednak spada tu tyle, by nie powstawał step czy sawanna, ale mogły rosnąc lasy.

Krajobraz wokół nas jest dość przyjemny: stoki łagodnego wzniesienia porasta gęsty las w którym rosną liczne drzewa szpilkowe, całkiem podobne do swych obecnie znanych dalekich krewnych. Między nimi pojawiają się też podobne do współczesnych palm ( i żyjące na świecie także w naszych czasach) sagowce, a gdzieniegdzie widać też ulistnione drzewa- są to krewniacy współczesnych miłorzębów. W runie tego lasu bujnie rozwijają się wszelakie paprocie, skrzypy i widłaki. Wszędzie pełno zieleni , ale coś czyni ten widok obcym dla naszych oczu. Po chwili zastanowienia wiemy już o co chodzi – nigdzie nie ma żadnych kwiatów! Nic tylko wiatropylne drzewa iglaste, paprocie, widłaki, skrzypy i inne rośliny zarodnikowe. Małe i duże, drzewiaste ,zielne i krzewiaste – ale żadna z tych roślin nie kwitnie. Przyczyną tego jest to że jeszcze żadne rośliny kwiatowe nie powstały – musi upłynąć jeszcze 150 milionów lat by pojawili się na Ziemi ich przodkowie – nastąpi to dopiero pod koniec całej ery mezozoicznej, w kredzie. Z powyższego wynika kolejny brak – nie ma w powietrzu motyli, choć owadów jako takich nie brakuje. Wśród sześcionogów dominują chrząszcze, pokaźnych czasem rozmiarów, ale w powietrzu unoszą się też ważki i inne latające owady . W runie leśnym można też natknąć się na inne bezkręgowce – całkiem podobne do współczesnych ślimaki lądowe, wije (między nimi ogromne, 30 centymetrowe formy podobne do współczesnych nam skolopendr), i rozmaite pajęczaki, w tym skorpiony.

Korzystając z wehikułu, kierujemy się wzdłuż niewielkiego strumyka na północ . Nagle w koronie pobliskiego drzewa zwraca naszą uwagę dziwne stworzenie, przypominające skrzyżowanie współczesnych nam nietoperzy z wężem. Jest to długi i smukły gad, długości około 80 cm, posiadający rozpiętą między nogami a tułowiem błonę lotną. Tak oto napotkaliśmy przedstawiciela gatunku Ozimek volans. Stworzenie to jest spokrewnione z grupą gadów latających – pterozaurów, które w następnych epokach zawładną niepodzielnie powietrzem. Stwór zdziwionym wzrokiem śledzi nas – i spłoszony, skacząc z konaru drzewa oddala się lotem szybowcowym w bezpieczne miejsce.

 

Powoli kierujemy się na północ. Teren staje się wyraźnie coraz wilgotniejszy, a strumyk zamienia się w sporą już rzeczkę, która zaczyna meandrować i tworzyć rozlewiska. Z krajobrazu znikają powoli drzewa iglaste, zastępują je wielkie drzewiaste paprocie , mchy i widłaki, rosnące także w wodzie. Między rozlewiskami widać wysepki suchszego lądu. Na jednej z nich żeruje stado dużych jaszczurowatych stworzeń . Od razu można dostrzec że pokaźne te zwierzęta – niektóre osobniki mają około 3 metrów długości - to roślinożercy. Gady ryją w ziemi, zajadając się znalezionymi bulwami i pędami roślin. Nie są jednak bezbronne, gdyż ich grzbiety pokrywają czworokątne płyty kostne, tworzące solidny pancerz. Ten gatunek to Stagonolepis olenkae, daleki krewny dinozaurów, należący do tego samego co one rzędu gadów naczelnych . Stagonolepisy żerują spokojnie, jakby przekonane o swym całkowitym bezpieczeństwie....

 

Na następnej wysepce pokazują się nam inne stworzenia . Długonogie, smukłe i czworonożne gady spokojnie skubią pędy paproci. Tak oto napotykamy sławne już silezaury (Silezaurus opolensis) . Sława owa wynika z tego, że te stworzenia są pierwszymi w tej okolicy przedstawicielami dinozaurów. Daleko im jeszcze do gadzich gigantów z późniejszych epok – największe ledwie osiągają dwa metry, z czego prawie połowa to ogon. Niemniej kształt ich ciała wyraźnie już przypomina dinozaury. 

 

Nagle spokojne żerowanie stada przerywa dramatyczne wydarzenie: jeden z mniejszych osobników, zapewne młody, zbliżywszy się do lustra wody zostaje znienacka zaatakowany przez ogromnego , długiego na trzy metry stwora, wyglądem przypominającego współczesnego krokodyla, który wyskakując spod wody chwyta ofiarę! Krótka walka kończy się tragicznie dla znacznie mniejszego silezaura, który wciągnięty pod wodę staje się żerem tego drapieżnika. Łowca ów nie jest jednak jak krokodyle gadem – Cyclotosaurus , bo tak się on nazywa, to ogromny płaz, bardzo daleki krewny współczesnych małych traszek i salamander. Cyklotozaur dzięki swym rozmiarom to groźny rabuś, zdolny pokonać niemal każde tutejsze stworzenie które nieostrożnie zbliży się do lustra wody. Jest zwierzęciem ziemnowodnym, poluje zarówno w wodzie jak i na brzegu.

 

Cyklotozaur, choć imponujący, nie jest jednak najgroźniejszym drapieżnikiem w okolicy. Kawałek dalej na północ, na jednej z kolejnych wysepek spotykamy bowiem istnego potwora. Masywny, osadzony na wysokich nogach, pokrojem nieco zbliżony do krokodyla , czterometrowy jaszczur ucztuje na szczątkach ofiary w których da się jeszcze rozpoznać pozostałości Stegonolepisa. Jak widać nawet pancerz z kostnych płyt nie uchronił roślinożercy przed napastnikiem. Nie jest to zaskakujące – szeroka, potężnie umięśniona i uzbrojona w budzące grozę zębiska paszcza drapieżnika ma specyficzną budowę, dostosowaną do polowania na taką właśnie, pancerną ofiarę . Kości szczęk tego drapieżnika, a jest to Polonosuchus, są bowiem połączone elastycznie, co skutkuje tym że w trakcie ataku na ofiarę zęby drapieżcy ześlizgują się po kostnych płytach pancerza, i wbijają dokładnie w spojenia pomiędzy nimi, co pozwala napastnikowi wyrwać je z ciała ofiary, zadając jej tym samym poważne rany. Stagonolepis nie miał szans- Polonosuchus prawie odgryzł mu ogon u samej nasady i nieszczęśnik szybko się wykrwawił...Drapieżnik ten nie tylko przypomina krokodyla, ale i jest z nim daleko spokrewniony. Rodzina do której należy to boczne odgałęzienie bardzo starodawnej linii ewolucyjnej, która 100 milionów lat później da początek właściwym już krokodylom. W odróżnieniu od krokodyli Polonosuchus ma jednak długie i wyprostowane nogi, co pozwala mu dość szybko biegać w trakcie polowania. Jest w tej okolicy największym stworzeniem i nie ma naturalnych wrogów.

 

Posuwamy się dalej na północ, i na horyzoncie pojawia się wielki zbiornik wodny – jest to ogromne śródlądowe jezioro, sięgające daleko na północ i zachód od tego miejsca. To w nim utworzy się z biegiem lat cmentarzysko szczątków zwierzęcych, znalezionych potem w krasiejowskich kamieniołomach. Jak do tego doszło? Płaskowyż od którego zaczynaliśmy wędrówkę był nawiedzany przez potężne nieraz burze i ulewy, niesione wilgotnymi wiatrami znad rozciągającego się 300 kilometrów dalej na południe dawnego Oceanu Tetydy. (W naszych czasach jego pozostałością jest Morze Śródziemne i Morze Czarne) . Ulewy te od czasu do czasu wywoływały nagłe i silne powodzie, zalewające równinę nad brzegiem owego jeziora. W powodziach owych ginęły zwierzęta zamieszkujące ten teren, a wezbrane wody zanosiły ich ciała, a także rozmaite szczątki roślinne, w głębsze i spokojniejsze miejsca tego zbiornika wodnego. Wymieszały się tu one z pozostałościami fauny i flory wodnej – glonów z grupy ramienic, ryb chrzęstnych i tzw. ryb- ganoidów (właściwe i tak pospolite dziś ryby kostne jeszcze nie powstały), mniejszych gadów wodnych i płazów, małży oraz skorupiaków . Przysypane niesionym przez wodę mułem zostały zakonserwowane, i z biegiem czasu przykryte kolejnymi skałami , tworząc pokład iłu z nagromadzeniem wielkich ilości skamielin . Minęło 220 milionów lat zanim łyżka koparki odsłoniła to pradawne cmentarzysko, co pozwoliło uczonym zbadać jego zawartość. Należy wspomnieć ze owo badanie dalekie jest jeszcze od zakończenia. Opisane w tym artykule stworzenia były stosunkowo duże, stąd i łatwiej było wyodrębnić ich kości z wymieszanej wszak przez wodę warstwy iłów krasiejowskich. Całe grupy organizmów których pozostałości niewątpliwie tam się znajdują czekają na naukowe opracowanie. Na przykład niewiele jest jeszcze badań na rybami , mniejszymi gadami czy też innymi grupami kręgowców, a niemal wcale nie tknięto jeszcze bezkręgowców, poza małżami. Choć bardzo wiele już odkryto, a literatura naukowa na temat Krasiejowa liczy już dziesiątki pozycji, to wciąż pozostaje dużo do zbadania...
Cmentarzysko krasiejowskie to nie tylko pamiątka pradawnej epoki, ale też i wielka atrakcja turystyczna. W miejscu wykopalisk powstało muzeum i cały kompleks parków tematycznych, gdzie prezentuje się nie tylko faunę triasową, ale tez jurajską czy kredową, faunę wielkich ssaków oligoceńskich, a ostatnio także i ewolucję człowieka.

 

Autor: Jacek R.

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść blogów, są one osobistą opinią autora